Ishimura jest łamaczem planet. Wielki skurczybyk, kilka olbrzymich pokładów, między którymi kursuje kolejka. Można się na nim pogubić. Od jakiegoś czasu zerwał się z nim kontakt. Żeby sprawdzić co się dzieje, wysyłają małą krypę z obsadą inżynierską. W sumie, kto by się spodziewał, że kolosa przemieniającego planety na pył opanowały jakieś stwory rodem z najgorszego koszmaru.
Pierwsze spotkanie z panującą na statku atmosferą okazało się dość szokujące. Statek wyglądał jakby odwiedziła go co najmniej kilkukrotnie cała rodzina Charlesa M. Nieład, bałagan, krew na ścianach, niedziałające urządzenia, wariująca grawitacja, rozszczelnienie kadłuba. I nekromorfy.
Z paskudztwami można sobie radzić walką wręcz, choć jest to cholernie trudne. Gadziny są twarde, szybkie i zabójcze. Tak twarde, że najszybciej pozbyć się ich możemy dopiero po rozczłonkowaniu ich zmutowanych ciałek.
Stworów eliminujemy odcinając im kończyny, co jest bardzo fajnym pomysłem i wierzcie, że odrąbywanie rączek, nóżek i innych narośli szybko się nie nudzi . Do pomocy w usuwaniu przeciwników służy kilka futurystycznych gnatów, choć tak naprawdę nie powinienem tych urządzeń tak nazywać. Prawdę mówiąc walimy do wrogów korzystając z narzędzi fabrycznych. Kilka rodzajów pił, palnik, pistolet linowy, młot energetyczny. Wszystkie są naprawdę miłe w użyciu, i każdy znajdzie swój ulubiony.
Nie samym zabijaniem jednak człowiek żyje. Gra oferuje również kilka zagadek logicznych, zadań do wykonania, które nie nastręczają większych trudności, a stanowią bardzo miłe urozmaicenie. Wszystkie te wyzwania wkomponowują się w atmosferę gry, nie są dodane na siłę, co jest wielkim plusem.
Fabuła jest naprawdę nieźle przeprowadzona, napięcie wzrasta z każdym poziomem, czekają nas odwiedziny w naprawdę ciekawych miejscach, z których warto wymienić choćby spacer po zewnętrznym kadłubie statku, studni grawitacyjnej, mostku, sekcji hodowli roślin.
W trakcie gry czeka nas kilka zwrotów akcji, poza klaustrofobicznym uczuciem otoczenia przez kupę żelastwa i bandę potworów dodatkowo przyjdzie się nam zmierzyć z poczuciem podejrzeń i nieufności. Biegając po statku znajdujemy dzienniki różnych członków załogi obrazujące jak powoli całą jednostkę ogarniało zbiorowe szaleństwo. Klimatem strasznie przypomina klasyczne już filmy Obcy, Horyzont Zdarzeń, choć bardziej ten drugi.
Sterowanie na padzie jest bardzo przyjemne i nie przysparza wiele kłopotów. Oprawa graficzna osobiście mi odpowiadała, wywołując wszelkie możliwe wrażenia wymagane przy horrorze.
Zwróciłbym uwagę na strefę dźwiękową, która jest naprawdę niezła. Wszelkie piski, trzaski, skrzypnięcia, szepty, wycia, wystrzały, buczenie maszyn, pikanie komputerów i inne dźwięki środowiskowe są rewelacyjne, uaktywniają się w odpowiednich miejscach, żeby dodać grze klimatu.
Nie żałuję nawet minuty spędzonej przy Dead Space. Bawiłem się naprawdę dobrze, gra wciąga i ma w sobie coś takiego, że chcesz sprawdzać, co czeka cię za zakrętem.
Grałem na: XBox360
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz