sobota, 8 września 2012

Binary Domain - Recenzja


Cienka granica, za którą robot zaczyna być człowiekiem od zawsze fascynowała pisarzy Science Fiction. Obawa przed tym, gdy jako gatunek będziemy w stanie stworzyć twór dorównujący nam samym, była motorem fabuły co najmniej kilku powieści i filmów.
Również w  Binary Domain pojawia się ten wątek. W tytule, który nie zdobędzie może miana gry roku. Nie znaczy to jednak, że jest produkcją słabą. Powiem więcej - jest naprawdę miłą niespodzianką.



Nie będziesz kopiował dzieła mojego

W 2080 użycie androidów do codziennych zadań jest powszechne. Roboty nie są wykorzystywane jedynie do zamiatania ulic i wywożenia śmieci. Produkowane są różne warianty - w tym i uzbrojone i opancerzone po zęby maszyny. Produkcją androidów zajmuje się kilka korporacji, działalność ta jest obłożona wieloma barierami prawnymi, a najważniejsza z nich - klauzula 21 - zabrania produkcji robotów, których nie można by odróżnić od człowieka. Jak to w takich historiach bywa, jedno z konsorcjów łamie rzeczną klauzulę, na świecie pojawiają się roboty, kŧóre nie dość, że wyglądają jak ludzie, to jeszcze są przekonane, że ludźmi są.
W tej sytuacji do siedziby firmy w Tokio wysłany jest międzynarodowy oddział szturmowy, który ma rozwiązać problem. Nie muszę dodawać, że postać, którą przyjdzie nam poprowadzić jest członkiem tego odziału.
Tak zarysowuje się fabuła Binary Domain od Segi. Skoro jesteśmy już przy niej to nie sposób nie wspomnieć o kilku sprawach. W przypadku Binary Domain mamy do czynienia z nie do końca klasycznym cyberpunkiem. Dlaczego nie do końca? Jest mrocznie, duszno, przyszłościowo, ludzkość jest przytłoczona przez technologię. Pojawia się jednak promyk słońca w tej ciemności - bohaterowie dowcipkują, rzucają krotochwilami i żartami na lewo i prawo. Humor w Binary Domain jest gatunku średniego, zmierzającego w stronę słabą. Całość zatem zmienia perspktywę dzieła Segi z mrocznego cyberpunka na cyberpunkowe anime.
Druga rzecz to zwroty akcji. Przyznam szczerze, że nie przypominam sobie gry, w którym odbywały się tak często i były tak nieprawdopodobne. Gdyby wrzucić Jacka Bauera do świata BD dostałby zawału. Przyjaciele okazują się wrogami, wrogowie przyjaciółmi, martwi nie są do końca martwi, żywi do końca żywi, spiski na najwyższych szczeblach, zdrada, opętani dowódcy wojskowi z dostępem do najnowocześniej broni, zbuntowane AI, niepewność czy kolega, którego znamy całe życie nie okaże się robotem nie zdającym sobie sprawy z tego kim jest, latające nad głowami głowice nuklearne, miłość. Nie jestem pewny, czy wymieniłem wszystko, ale myślę, że daje to pewien obraz sytuacji.
Grając w Binary Domain miałem wrażenie, że mam do czynienia z filmem z Hong-Kongu z lat 70-tych lub wspomnianym wcześniej anime. Najważniejsze jest to, że w ogóle mi to nie przeszkadzało. BD nie obiecuje zabawy z filozoficznymi rozważaniami nad sensem świata, czy moralną dychotomią podjętych przez nas decyzji. Sega dała nam do ręki produkt zapewniający zabawę okraszoną niegłupią, ale i niewymagającą fabułą i wywiązała się z tego zadania znakomicie.



Jak wygląda świat przyszłości

Właściwie to nijak. Podczas rozgrywki przebijamy się przez niższe, zdewastowane rejony japońskiej metropolii, kanały, bogatą dzielnicę, budynki korporacyjne. Żadna z lokalizacji nie zostaje w pamięci, warstwa dźwiękowa pozostawia wiele do życzenia. Nie ma się jednak co rozpisywać na ten temat, ponieważ nie te aspekty grają tu pierwsze skrzypce.
Strzelanie jest kwintesencją tej gry. Kulki puszcza się naprawdę przyjemnie, choć na różnorodność wrogów nie ma co liczyć. Podczas naszej podróży spotkamy raptem kilka rodzajów robotów bojowych. Przy androidach muszę wspomnieć o bardzo fajnym elemencie, mianowicie możliwości poszatkowania przeciwnika przez nasze kule. Pociski trafiając odrywają małe elementy pancerza i odkrywają metalowe szkielety przeciwników.  Wrogom możemy odstrzelić kończyny. Robot, któremu oberwie się po obu nogach,  czołga się w naszym kierunku na modłę filmowego terminatora i gdy się uczepi potrafi zrobić krzywdę.
Przy strzelaniu pojawia się pewien niuans, który dla niektórych wyda się zaletą w takim stopniu jak dla innych wadą. Element ten jest uderzająco podobny do Gears of War. Sterowanie jest niemal identyczne, co sprawia, że nie uczymy się niczego od nowa. Należy jednak pamiętać, że Binary Domain to nie "Gyrosy", niestety produktowi Segi brakuje trochę do przygód Marcusa Fenixa.
Binary Domain ma jednak swoje momenty - sa to niewątpliwie potyczki z bossami. Bardzo dużymi bossami. Tu twórcy puścili wodze fantazji. Przyjdzie nam się zmierzyć z wielkim robotem podczas pościgu na autostradzie, machiną z mackami broniąca dostępu do korporacyjnego wieżowca, egzoszkieletem i kilkoma innymi.  Walki z nimi dostarczają mnóstwa frajdy, a pokonanie takiego olbrzyma daje wiele satysfakcji. Twórcy popisali się pomysłowością przy projektowaniu bossów i brawo im za to!



Dbaj o swojego człowieka

Wspomniałem już wcześniej, że w Binary Domain nie zastanawiasz się nad moralnością swoich wyborów. Nie oznacza to jednak, że gra jest pozbawiona jakiegokolwiek elementu decyzyjności. Podczas rozgrywki będziemy mieli wpływ na morale naszej drużyny. Odbywa się to za pomocą reakcji na jakiś komentarz rzucony przez kompana z oddziału. Gra nie daje nam tu wielkiego pola do popisu, przygotowany zestaw komentarzy jest prosty jak konstrukcja cepa i raczej ciężko się nie domyślić, który wybór wpłynie pozytywnie na morale danego żołnierza, a który wręcz odwrotnie.
Rozwiązanie jest raczej toporne, akcja jest często zatrzymywana po to, żeby dany zawodnik miał okazję wstawić swój komentarz, na ktory musimy zareagować. Niby urozmaicenie, ale moim zdaniem gra spokojnie poradziłaby sobie bez tego. Na szczęście nie przeszkadza to zbytnio ani nie razi,bardzo szybko jednak przestałem zwracać na to uwagę i szybko odfajkowywałem kolejne "rozmowy", aby jak najszybciej przejść do faszerowania przeciwników ołowiem.
Niewątpliwą cikawostką jest możliwość odbywania tych rozmów za pomocą kontrolera Kinect. Zaprogramowane wcześniej odpowiedzi wystarczy powiedzieć do konsoli, ale tutaj należy się twórcom minus, mianowicie nie działa to zbyt dobrze. Nie wiem, czy to kwestia mojej wymowy, czy czegoś innego, ale bardzo często system nie rozpoznawał odpowiedzi wcale lub interpretował je w nieodpowiedni sposób. Za pomocą tego samego rozwiązania można również wydawać drużynie rozkazy (atak, wycofanie się, przegrupowanie), ale i tu były kłopoty. Szybko zatem przesiadłem się na sterowanie rozmowami za pomocą pada.



Multi..nie pograłem

Binary Domain oferuje tryb sieciowy, ale przyznam szczerze, że nie dane mi było go spróbować. W momencie, gdy grałem serwery świeciły pustkami. Według menu w grze jest kilka trybów, niestety nie mogę napisać nic na ich temat.

Podsumowując Bunary Domain to solidny tytuł. Produkcja ta zapewnia dobrą zabawę.  Nie należy do gatunku, do którego się wraca, ale osobiście cieszę się, że mam tą grę w kolekcji.  BD ta ma wiele niedociągnięć, ale rozgrywka sprawia wielką frajdę i ma swój urok. Wielcy bossowie zapadają w pamięć  i ubijanie tych skurczybyków to czysta przyjemność. Zabawa jest przednia, a o to przecież w grach chodzi. Jestem bardzo miło zaskoczony i myślę, że miłośnicy niezobowiązującego strzelania również będą.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz