środa, 22 sierpnia 2012

Darkness II - recenzja


W 2007 roku na rynku ukazała się gra The Darkness, oparta na komiksie pióra m.in. Gartha Ennisa. Była to mroczna i brutalna strzelanka o fabule opisującej losy Jackiego Estacado, cyngla będącego na usługach nowojorskiej mafii. W dniu jego dwudziestych pierwszych urodzin objawiła się w nim dziwna moc, każąca nazywać się tytułową Ciemnością. Siła ta, poza dwoma wężowatymi mackami wyrastającymi z pleców obdarzyła Jackiego rzadko spotykanymi umiejętnościami – rozrywaniem ludzi na członki, pożeraniem ich serc oraz najważniejszą – dbała o jego zdrowie i życie. Za wszystko jednak Jackie zapłacił wysoką cenę – utracił jedyną ukochaną osobę, nie może też powiedzieć, że do końca panuje nad drzemiącą w nim potęgą. Wręcz przeciwnie. Dalsze losy Jackiego potoczyły się tak bogato, że producent zaserwował nam kolejną część tej produkcji, żeby móc je przedstawić.



I am the boss

Na płaszczyźnie zawodowej Jackiemu niewątpliwie się powiodło. Awansował na głowę mafijnej rodziny, mieszka w olbrzymim domu razem ze swoją świtą, robiąc swoje interesy i głównie rozpamiętując stratę ukochanej Jenny. W tzw. międzyczasie udało mu się zapanować nad tajemniczą Ciemnością, zdusić i stłamsić w sobie potwora.
Pewnego wieczora kolację w restauracji przerywa niespodziewany atak, ewidentnie wymierzony w osobę Jackiego. Fakt ten jest o tyle zastanawiający, że Jackie, rządzący potężną grupą przestępczą jest postrzegany jako nosiciel demona i budzi przerażenie wśród swoich przeciwników. Podczas ataku nasz bohater zostaje ciężko ranny i jedyną możliwość przeżycia daje mu uwolnienie Ciemności, za pomocą której robi porządek z napastnikami i wszystkim, co stanie mu na drodze. Jego wrogowie jednak są na tyle silni i przebiegli, że serwują Jackiemu nie lada kłopoty, a ich celem jest zdobycie potęgi, która zamieszkała w ciele bohatera.

Fabuła Darkness II jest przeprowadzona sprawnie i co najważniejsze – wciągająco. Rozgrywka przeplatana jest scenkami, które dokumentują niszczący wpływ obcych mocy na umysł głównej postaci. Jackie będzie lądował w objęciach nieżyjącej ukochanej lub w zakładzie dla psychicznie chorych. Jest to przeprowadzone na tyle sprawnie, że w pewnym momencie gracz zaczyna się zastanawiać, czy rzeczywistość „mafijna” faktycznie nie jest wytworem obłąkanego umysłu. Duży plus.

Kampania dla pojedynczego gracza toczy się jak rozpędzona kula śnieżna, choć początek jest nieco nudnawy, potem na szczęście jest już tylko lepiej. Dość dużym minusem niestety jest długość scenariusza. Na najniższym poziomie trudności, tłukąc wrogów, nie oglądając się na widoki czy znajdźki grę możemy ukończyć w kilka godzin. Podwyższenie poziomu trudności nie zmienia zbyt wiele. Moim zdaniem działa to niewątpliwie na niekorzyść gry, bo zabawa kończy się w momencie gdy na dobre się zacznie. Szkoda, bo to kolejna po Syndicate produkcja z ciekawą fabułą, której potencjału twórcy nie wykorzystują.



Atmosfera się zagęszcza

Gra jest spowita w całun mroku, brutalności i wulgarności. Twórcy gry eksponują to praktycznie na każdym kroku – aby posunąć się dalej należy usuwać źródła światła, które szkodzą bohaterowi bardziej niż kule przeciwników. Aby odzyskać utraconą energię życiową musimy pożerać serca wyrwane z ciał martwych przeciwników. Obrzydliwe, znane z pierwszej części rozwiązanie nadal robi wrażenie. Kolejną łyżką mocnej przyprawy w koktajlu brutalności zaserwowanym nam przez twórców są egzekucje, które nie ukrywam wykonywałem dość często – z dwóch przyczyn. Po pierwsze – są bardzo widowiskowe. Po drugie – zapewniają nam wszystkie potrzebne rzeczy do ukończenia gry – zdrowie, amunicję, ochronę i punkty mrocznej esencji, które wydajemy na dodatkowe perki poszerzające zdolności bojowe i ochronne bohatera.
Wszystkie moce nadprzyrodzone obsługiwane są za pomocą wspomnianych wcześniej macek, które potrafią wyrzucić wroga w powietrze, wyrwać jakiś element otoczenia i cisnąć nim w przeciwnika, lub go rozpłatać.



Co się rzuca w oczy, co wpada w ucho

W kwestii grafiki twórcy postawili na znane choćby z Borderlands rozwiązanie, mianowicie na pseudorysowaną oprawę wizualną imitującą ni to komiks, ni to film animowany. Muszę przyznać, że na początku nie bardzo mnie to przekonywało, ale z każdym pokonanym poziomem coraz bardziej kupowałem tak podaną grę. Szczególnie fajnie prezentowało się opuszczone wesołe miasteczko – było brudne, zgniłe, rozpadające się, a dzięki tym niby-kreskom dodatkowo psychodeliczne.
Warstwa dźwiękowa stoi na bardzo wysokim poziomie, a na pierwszy plan wybija się dubbing. Aktorzy zatrudnieni do udzielenia głosu postaciom z The Darkness II wywiązali się ze swych zadań rewelacyjnie. Włoski akcent u mafiosów, szaleństwo u przeciwników – wszystko wychodzi rewelacyjnie. Jeśli chodzi o dubbing to wisienki na torcie są dwie – głos Darklinga, małego stworka, towarzyszącemu Jackiemu podczas misji (którego ciało nawet przyjdzie nam „przywdziać”), jego rubaszny humor i odzywki są czymś rewelacyjnym. Drugą wisienką jest głos samej Ciemności. Mike Patton znany chociażby z Faith no More uczynił potwora jeszcze bardziej demonicznym, obcym, złym i przerażającym. Kwestie nagrane przez Mike’a robią takie wrażenie, że po plecach przechodzą ciarki. Bardzo mnie cieszy, że Patton ponownie został zatrudniony do udzielenia głosu Darkness, bo przyznaję szczerze, że z jedynki zapamiętałem najbardziej sączone przez demona słowa i to właśnie dzięki niemu.
Pozostając przy dźwiękach, to o reszcie można napisać, że są poprawne, ale nie robią wrażenia. Muzyka dobiegająca z głośników pasowałaby równie dobrze do kolejnej części „Szklanej pułapki” jak i piątego Indiany Jonesa, czyli jest w porządku, ale nie tłucze się po głowie już po wyłączeniu konsoli. Najsłabiej udźwiękowione są pukawki, które a to pykną, a to pierdną, a to zaklekoczą.



Na strzelnicy fajnie jest?

Skoro już przy pukawkach jesteśmy to należy wspomnieć, że twórcy nie napracowali się wymyślając poszczególne giwery. Jackie posługuje się czterema typami broni – pistolety, pistolety maszynowe, strzelby i karabiny maszynowe. Z każdego gatunku dostajemy do ręki od dwóch do trzech rodzajów gnatów, nie różniących się między sobą specjalnie. W ostatnich poziomach nasz bohater pruje do wrogów z nieco alternatywnych pukawek, ale te z kolei różnią się od znanych z wcześniejszej zabawy tylko wyglądem.
Wrogów możemy również eliminować za pomocą demonicznych mocy – jak już wspominałem tutaj zabawa jest już lepsza. Poza opisywanymi wcześniej uderzeniami, egzekucjami, ciskaniem przedmiotami dochodzą nam swarm, czyli zielona chmura, która obezwładnia na chwilę przeciwnika, gun channeling, które przez chwilę napełnia nam magazynki pistoletów pociskami złożonymi z mrocznej energii, a także spotykane od czasu do czasu na pokonanych wrogach czarne dziury – niszczycielskie pola energii wsysające dosłownie wszystko i wszystkich w okolicy. Różne sytuacje na polu walki starają się wymuszać korzystanie z różnych rozwiązań, ale będąc zupełnie szczerym nie miałem przypadku, którego nie rozwiązałem inaczej niż za pomocą pukawek i egzekucji. Używanie mocy stanowi naprawdę fajne urozmaicenie, ale szkoda, że nie postawiono większego nacisku na kombinowanie i zabawę z umiejętnościami.
Słowo należy się też wrogom, których jest cała masa, ale nie różnią się od siebie znacznie. Na swojej drodze spotykamy bandytów (ubranych w dresy bądź w garnitury), żołnierzy tajnego bractwa i piekielne bestie. Przeciwnicy to najsłabszy moim zdaniem element gry. Po pierwsze – możemy podzielić ich na dwie grupy – uzbrojonych w broń palną lub obuchowa. Ich zachowania czy ruchy nie odbiegają od siebie nawet na centymetr, nieważne, czy jest to dresiarz, czy opancerzony żołnierz, jeśli w ręku będzie miał pałkę, to będzie biegł na ciebie na złamanie karku. Wśród żołnierzy bractwa wprowadzono trzy urozmaicenia – tarczowników, oponentów uzbrojonych w potężną lampę oraz gości wymachujących pejczem zdolnym wyrwać nam z ręki broń. W ogólnym rozrachunku daje to nam zawrotna liczbę pięciu przeciwników. Słabo.
Druga słabostką jest zachowanie wrogów. Krótko mówiąc przebijamy się przez szeregi półmózgów pchających się nam pod kule, a przypadkach nagłego napadu rozsądku potrafiących się ukryć za jakąś przeszkodą, niestety prawie zawsze w taki sposób, byśmy bez problemu mogli zasadzić im porcję ołowiu.
Sam bohater porusza się ociężale. Jakoś nie do końca odnosiłem wrażenie, że steruję kimś operującymi nieludzkimi mocami. Jednak jeśli był to zamierzony ruch twórców (w co wątpię) mający pokazać ciężar, który Jackie nosi, cofam swoje słowa.



Vendetta smakuje nijako

The Darkness II oferuje dodatkowy tryb, nazwany szumnie Wendettami. Oferuje on dodatkową mini-kampanię, kilka pojedynczych misji i czterech nowych bohaterów. Na początek skupmy się na dodatkowych postaciach, ponieważ w tym przypadku dostajemy do ręki możliwość poprowadzenia czterech zróżnicowanych killerów. Każdy z nich dysponuje charakterystyczną dla siebie bronią, niedostępną w kampanii dla singli i czarem. Uzbrojenie dodaje pewien powiew świeżości do gry, mamy tutaj bowiem napędzane mocą Ciemności shotgun, wyrzucającą przeciwników w powietrze  laskę voodoo, japońską katanę, i topór do miotania. Przyznaję, że są to bardzo fajne rozwiązania, urozmaicają nieco rozgrywkę i przedłużają zabawę. Niestety nie działa to za długo, ponieważ mini-kampania jest do ukończenia w około godzinę, pojedyncze misje dają też niewiele frajdy. W przeważającej większości zadania te polegają na usunięciu wszystkich przeciwników znajdujących się na planszy i dojście do bossa, którego trzeba również usunąć wpakowując w niego nieco więcej ołowiu niż w szeregowego wroga. W mini-kampanii dodanych jest kilka zadań polegających na konwojowaniu postaci czy odnalezieniu kilku znajdziek.Na tym mógłbym skończyć opis trybu Vendett, gdyż po jednym przejściu nie miałem ochoty zagrać w nie ponownie, nawet żeby przetestować kolejne postaci. Wieje tu nudą, schematycznością i brakiem pomysłowości. Nie pomaga tu nawet możliwość ukończenia tego trybu ze znajomymi po sieci. Szkoda.



Nastał koniec

Gra pozostawia po sobie mieszane uczucia. Ma niepowtarzalny mroczny klimat, buduje potężną atmosferę i napięcie. Darkness II jest produkcją fajną, niestety niesie ze sobą wrażenie, że twórcy nie przyłożyli się do wszystkich jej warstw w równym stopniu. Grafika, dźwięk, fabuła bronią się naprawdę dobrze. Zbyt wiele pozostałych elementów niestety zawodzi i nie sprawia tyle frajdy, ile można by oczekiwać, a głupota przeciwników jest po prostu powalająca. Niektórym z graczy może przeszkadzać nadmierna krwistość i brutalność oraz dość dużo odwołań religijnych, które występują podczas rozgrywki. Uważam jednak, że tytuł godny jest polecenia i przekonania się na własnej skórze, czy Jackie uwolni się od prześladującego go demona.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz